Skocz do zawartości
LM.plSportLegendarna zawodniczka już nie zagra w Medyku. „Nie doszliśmy do porozumienia”

Legendarna zawodniczka już nie zagra w Medyku. „Nie doszliśmy do porozumienia”

Dodano:
Legendarna zawodniczka już nie zagra w Medyku. „Nie doszliśmy do porozumienia”
Medyk Konin

Kobiecy charakter

To „robienie po swojemu” jest także zasługą mocnego mentalu. A to w połączeniu z ciężką pracą doprowadziło ją do tylu sukcesów. – To właśnie odróżnia podejście kobiet do piłki nożnej w porównaniu z mężczyznami. My nie symulujemy, nawet jeżeli boli wstajemy i walczymy dalej. Nie ma żadnego odpuszczania. Dopóki jesteśmy w stanie biegać, to zostajemy na boisku. Chcesz po prostu jak najwięcej grać – tłumaczy zawodniczka. Ta zawziętość czasami powoduje ból. I to duży. W niedawnym meczu ze Sportisem KKP w Bydgoszczy doszło do niebezpiecznego zderzenia z rywalką. – Nie odcięło mi prądu. Ale to był ból trudny do opisania. Na szczęście wtedy obyło się bez złamania. Dostałam w kość policzkową i mimo wszystko miałam szczęście, bo dość szybko wróciłam do gry.

Problemy z kontuzjami nie pozwoliły jej odnieść większych sukcesów. Między innymi z tego powodu nie pomogła drużynie w walce o awans do dalszej fazy Ligi Mistrzyń z włoską Brescią. – Niestety wtedy nie mogłam pomóc, bo złamałam nogę. Byłam bardzo smutna z tego powodu.

Mniejsze lub większe urazy wyjaśniają także prawdopodobnie dlaczego nie zaistniała w reprezentacji prowadzonej wówczas przez Milosza Stępińskiego. Wobec ich wzajemnych kontaktów pojawiło się sporo plotek, gdzie najgłośniejsza mówiła o konflikcie pomiędzy piłkarką, a selekcjonerem. Ona sama zaznacza, że nic takiego nie miało miejsca. – Nigdy nie miałam urazy do trenera Stępińskiego. Zawsze jak do mnie dzwonił to były problemy z kontuzjami. Trwało to krócej, dłużej, ale zawsze coś było nie tak. Chciał mnie powołać, tylko, że nie byłam w stanie grać. Zresztą to on pomógł mi w organizacji operacji w Warszawie, skąd w takim razie mogłabym mieć do niego pretensje? Byłam zdziwiona, że chciał mi pomóc. Przecież nie grałam w reprezentacji, nie musiał tego robić. Wiem, że gdy w końcu wróciłam na boiska Ekstraligi pojawiły się plotki, że skoro mnie nie powołuje, to mnie nie lubi. Ale nie sądzę, aby to była prawda. Każdy trener ma swoją wizję i mnie w pewnym momencie nie było w jego planach. Trzeba też mieć świadomość, że grą w lidze musiałam udowodnić, że zasługuję na powołanie.

Nina Patalon, następca Stępińskiego, zresztą była klubowa koleżanka Natalii Chudzik z boiska do tej pory ani razu nie zdecydowała się na wysłanie powołania. Czy zatem była już zawodniczka Medyka ma jeszcze nadzieje na grę z orzełkiem na piersi? – Chciałabym jeszcze kiedyś zagrać, ale mam świadomość, ile mam lat. Młodzież mocno się rozpycha w kadrze, ale jestem do dyspozycji ktokolwiek by nie był trenerem.

Koniec umowy, czyli nowy rozdział

Mając na uwadze to i fakt, iż najlepsze lata już za nią, jak ocenia przebieg swojej dotychczasowej kariery? – Ogólnie jestem zadowolona, ale ciężko trenujemy po to, aby osiągać jak najwięcej. Szkoda, że z Medykiem nie udało się zajść dalej w Lidze Mistrzyń. Brescia była do przejścia i z nią było najbliżej by awansować. Moim marzeniem było choć raz pojechać na zgrupowanie seniorskiej kadry. A kiedy już tam jesteś, to masz ochotę na więcej. Wydaje mi się, że przez te wszystkie lata jakoś kadrze pomogłam. Chociaż może jeszcze wybiegnę na boisko jako kadrowiczka. Nie udało nam się natomiast zakwalifikować na żaden turniej i tego też szkoda.

Gdy w 2015 roku po czterech latach gry dla Unii Racibórz i Górnika Łęczna pojawiła się opcja powrotu do Konina, nie miała problemu z podjęciem decyzji. – Medyk wtedy był czołową drużyną w Polsce, walczył w Lidze Mistrzyń. Znałam już klub, nie musiałam się uczyć wszystkiego od nowa i to był duży plus. Sporo dziewczyn pozostało z czasów, kiedy grałam na Podwalu, więc ponowna adaptacja przebiegła bezproblemowo.

Po siedmiu latach jednak przyszedł czas na rozstanie. – Kilka razy rozmawialiśmy na temat przedłużenia kontraktu, ale nie byłam usatysfakcjonowana proponowanymi warunkami i nie doszliśmy do porozumienia. Prezes Jaszczak miał nadzieję, że zmienię zdanie, ale doszłam do wniosku, że trzeba zmienić otoczenie. W Medyku spędziłam ładnych parę lat i przykre, że to się tak kończy. Inaczej, gdy jesteś w jakimś klubie rok, dwa i odchodzisz. A inaczej, gdy tak jak ja trafiasz gdzieś jeszcze jako dziecko, po przerwie wracasz, znów dajesz z siebie to, co najlepsze i musisz odejść. Szkoda, ale tak czasami bywa.

Do tej pory w Ekstralidze występowała w trzech klubach. Czy będzie kolejny? I jaka najbliższa przyszłość czeka Natalię Chudzik? – Nie zamierzam kończyć kariery. Mam jeszcze trochę czasu żeby się nad wszystkim spokojnie zastanowić. Jest kilka propozycji, muszę je przeanalizować, aby niczego nie żałować. Jestem w takim momencie swojego życia, że nie muszę niczego robić w pośpiechu.

Pewnie jak zawsze, gdzieś po lewej stronie będzie można dostrzec filigranową zawodniczkę, która w tyle zostawi o wiele młodsze rywalki. Dziwnie będzie się ją oglądać w koszulce innej drużyny, niemniej trzeba to zaakceptować. Nie zmienia to faktu, że w historii Medyka zawsze będzie miała swoje miejsce. I zawsze będzie w Koninie mile widziana przez wszystkich.

strona 2 z 2
strona 2/2
Czytaj więcej na temat:Natalia Chudzik, Medyk Konin
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole