Skocz do zawartości
LM.plWiadomościZ wielkich scen wrócił do Koła. Tutaj "kręci" się wokół kultury

Z wielkich scen wrócił do Koła. Tutaj "kręci" się wokół kultury

Dodano:
Z wielkich scen wrócił do Koła. Tutaj "kręci" się wokół kultury
Porozmawiajmy

Radomir Piorun, aktor pantomimy, dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Kole. Jako animator odebrał statuetkę Kariatydy za kreowanie przestrzeni do rozwoju artystycznego oraz wzniecanie ożywczego ruchu na scenie lokalnej kultury.

Dyrektorem MDK jest od 2015, wcześniej pracował tam jako instruktor teatralny. W CV ma jednak najważniejszy punkt czyli Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. To doświadczenie ukształtowało całe jego życie.

- Jesteś przykładem powrotu do źródeł, czyli z wielkich scen do rodzinnego miasta.

- Wracałem do Koła kilka razy. W zasadzie do 2015 byłem we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. Wszystko ma jednak swój czas. Teatr stracił swojego mistrza Henryka Tomaszewskiego i pozostanie tam nie miało już sensu.

- Wrocławski Teatr Pantomimy wpłynął jednak na całe życie?

- Spotkałem tam ludzi o wspaniałej wiedzy teatralnej. Nie ma w Polsce szkoły pantomimy. Egzamin zadaje się przed Związkiem Artystów Scen Polskich. To są momenty, w których poznaje się wielkich ludzi, którzy nie tłamszą, nie manipulują. Cieszą się, że mogą coś dać. Spotkałem w życiu takich ludzi, którzy pozwolili mi odkryć powołanie. Za to jestem im wdzięczny. Pobyt w Kole daje mi jeszcze inny rodzaj radości. To, czego nauczyłem się w teatrze pantomimy, na scenie, na warsztatach, mogę przekazać mieszkańcom. Staram się, żeby to, co tutaj robimy, miało wartość i sens.

- Niełatwo jest na prowincji?

- Trzeba przekonywać, że kultura jest wartością, w którą trzeba inwestować. Dlatego czuję się trochę jak pionier, który przechodzi z maczetą przez busz i musi przeciąć te chaszcze, żeby ktoś miał łatwiejszą drogę. Wykształciliśmy jednak widownię. Na początku było kilku widzów na naszym spektaklu, a teraz na każdej premierze jest pełna widownia.

- To są spektakle, które robicie własnymi, kolskimi siłami?

- W Miejskim Domu Kultury mamy dwie przestrzenie teatralne. Jedną wypełnia Darek Matysiak ze swoimi autorskimi spektaklami, a druga to jest Teatr im. Czesława Freudenreicha. To są dwie różne propozycje artystyczne, które mają swoich odbiorców. My zajmujemy się adaptacjami literatury. Teraz pracujemy nad spektaklem w mojej reżyserii na podstawie „Fausta”. W listopadzie planujemy premierę. Idąc dalej tropem Freudenreicha (ostatni właściciel fabryki fajansu w Kole), który był filantropem, altruistą, mecenasem i patriotą,  wymyśliłem galę "Czesławów", podczas której doceniamy twórców, działaczy z różnych dziedzin życia. Ludzie uczą się w ten sposób doceniać innych, cieszyć się z ich sukcesów.  Poza tym w domu kultury są ludzie, którzy kochają to, co robią, zaszczepiają miłość do sztuki. Dzielą się tym. Dlatego pierwszym przykazaniem zarządzającego powinno być „nie przeszkadzaj”.

- Wróciłeś do źródeł bo chciałeś czy musiałeś?

- Chciałem, chociaż opinia na początku była taka, że nie chcą Pioruna we Wrocławiu to wraca do Koła. Bo kto by uciekał z dużego miasta? A ja się zacząłem powtarzać w teatrze. Nie było już takich interesujących propozycji. Skoro mam tańczyć, a tego nie potrafię bo jestem aktorem mimem, to nie widzę tam wyzwań. Naturalnie się to skończyło i wróciłem do domu z żoną, która również grała w WTP. Nie żałuję. Tutaj czuję się u siebie. Lubię Koło. Żyję i pracuję dla odbiorców kultury. Dla ludzi tworzymy przestrzeń, w której mogą się wypowiedzieć. Sytuacji spełnienia jest więcej. Poza tym nie marnuję czasu, żeby mocować się z dużym miastem. Mam dużo przyrody. A Koło kręci się wokół kultury.

Dziękuję za rozmowę 

 

 

Z wielkich scen wrócił do Koła. Tutaj
Z wielkich scen wrócił do Koła. Tutaj
Z wielkich scen wrócił do Koła. Tutaj
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole