Skocz do zawartości
LM.plWiadomościNie wyłączamy komentarzy, bo władza nam płaci, nikt nie dyktuje nam tekstów

Nie wyłączamy komentarzy, bo władza nam płaci, nikt nie dyktuje nam tekstów

KONIN JEST NASZ

Dodano:
Nie wyłączamy komentarzy, bo władza nam płaci, nikt nie dyktuje nam tekstów
Konin jest Nasz

Dawno już żaden tekst nie wywołał tylu emocji, co opublikowany w miniony czwartek artykuł „Konin to porażka i miasto bez przyszłości? O krytyce i stosunku władz miasta do krytyków”. Wracam do tematu, ponieważ wywiązała się pod nim całkiem pokaźna i wielowątkowa dyskusja.

Zdecydowaną większość swojej wypowiedzi poświęciłem stosunkowi przedstawicieli konińskiej władzy do krytyki, jaka na nią spada i niechęci do udziału w rzetelnej dyskusji. Ale tekst zacząłem od zwrócenia uwagi na poziom części komentarzy, których autorom chodzi jedynie o – jak napisałem – dokopanie władzy. A chcąc jej dowalić, często deprecjonują wartość miasta, w którym mieszkają. Jako ilustrację tego zjawiska przywołałem dwa cytaty „Konin - miasto bez przyszłości” i „Inwestować na tym zadupiu, gdzie nawet wrony zawracają? No chyba żarty!”.

Część komentatorów uznała, że piętnując takie wpisy, chcę odebrać im prawo do krytykowania władz miasta. Niektórzy doszli do wniosku, że władze mi za to płacą lub wręcz jestem urzędnikiem magistratu („Jest Pan pracownikiem urzędu, albo panu płacą z tej kasy, bo tutaj nie ma czego bronić”, „Ile posmarowane za napisanie newsa?”, „Znowu wyłączycie komentarze bo władza wam płaci?”). I te akurat wpisy mnie nie zdziwiły, bo właśnie ich autorów miałem na myśli, pisząc o wylewaniu w Internecie nadmiaru żółci.

Ale moje zarzuty wzięli do siebie również ludzie, którzy wchodząc ze mną w polemikę, kulturalnie i logicznie sformułowali swoje zarzuty wobec władz miasta, nie rzucając przy tym, że „Konin to dno i nadaje się tylko do zaorania”. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Być może nie wyłożyłem swoich racji dość jasno, więc napiszę to wyraźnie: nie jestem przeciwko krytykowaniu władz Konina! Choćby dlatego, że w cyklu „Konin jest Nasz” robię to regularnie od pięciu lat. Ale też jestem przeciwny inwektywom i oczernianiu własnego miasta. To szkodzi rozmowie, którą prowadzić trzeba, nawet jeżeli władze do dyskusji z mieszkańcami i swoimi krytykami się nie kwapią. Rozmawiać należy też ze zwolennikami obecnej władzy, bo oni również tu mieszkają. Poza tym rozmawiać trzeba ze sobą wzajemnie, bo i wśród krytyków obecnie rządzących są ludzie o różnych, wykluczających się czasem, potrzebach, o odmiennych gustach i pomysłach na funkcjonowanie miasta.

Chodzi mi – najkrócej rzecz ujmując – nie tylko o treść ale i formę. Podobnie jak niektórzy autorzy wpisów pod moim poprzednim artykułem uważam, że dorobek obecnych władz miasta jest marny i perspektyw na przełom w tej materii raczej nie widać. Ale to nie powód, żeby poprzestać na inwektywach. Szczególnie że od czasu do czasu jednak coś pożytecznego robią, bo gorzej lub lepiej realizują niezbędne inwestycje, bo jak wielu z nas w swojej pracy i oni lubią zrobić coś sensownego, bo wreszcie w urzędzie pracują nie tylko politycy, ale i zwykli ludzie, którzy chcą dobrze wykonywać swoją robotę i mieć satysfakcję, że zajmują się czymś pożytecznym.

strona 1 z 2
strona 1/2
Czytaj więcej na temat:Konin jest nasz
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole